Stowarzyszenie „Z energią o prawie”

Bilionowe nakłady na transformację. Ile z tej kwoty realnie zostanie w Polsce?

Polska jako rynek zbytu czy producent technologii energetycznych? 

Transformacja energetyczna Polski to projekt, który w najbliższych latach pochłonie biliony złotych. Rozwój morskich farm wiatrowych (pierwsze projekty są już w trakcie realizacji), budowa elektrowni jądrowej w Choczewie, rozbudowa sieci elektroenergetycznych czy budowa kolei dużych prędkości – to główne inwestycje, na których będzie skupiona polska gospodarka w najbliższych latach. Obserwując z bliska proces transformacji energetycznej i gospodarczej, można dostrzec fundamentalne ryzyko, które umyka w codziennej debacie zdominowanej przez cele klimatyczne. 

Powyższe inwestycje infrastrukturalne możemy zrealizować z wykorzystaniem własnego potencjału gospodarczego oraz polskich firm, które posiadają duże doświadczenie w realizacji inwestycji infrastrukturalnych, takich jak sieci elektroenergetyczne czy infrastruktura drogowa, a także w dostarczaniu komponentów do lądowych i morskich turbin wiatrowych. W obliczu tak potężnych nakładów inwestycyjnych polski sektor energetyczny stoi przed kluczowym wyborem. Czy zadowolimy się rolą lukratywnego rynku zbytu dla zagranicznych (w tym chińskich) podmiotów, czy też wykorzystamy ten moment, aby zbudować silny krajowy przemysł technologii energetycznych? 

Globalny wyścig o local content a polskie realia

Na świecie koncepcja local content ewoluowała z miękkich deklaracji politycznych w twarde narzędzia protekcjonizmu gospodarczego. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania czy Niemcy bezpardonowo uzależniają wsparcie publiczne od udziału lokalnych dostawców. 

W Polsce debata o local content często opierała się na życzeniowym myśleniu. Z nielicznymi wyjątkami (w szczególności w wykonawstwie projektów OZE) byliśmy i wciąż jesteśmy podwykonawcami dostarczającymi stal, kable i siłę roboczą, podczas gdy technologie o najwyższej wartości dodanej często są importowane. Przykładem są m.in. kable dla morskich farm wiatrowych czy produkcja komponentów dla sektora morskiej i lądowej energetyki wiatrowej. Zagraniczni inwestorzy również coraz częściej spoglądają w kierunku polskich firm jako potencjalnych wykonawców swoich inwestycji. 

Coraz większym uznaniem cieszą się również polskie firmy wykonawcze, które w coraz szerszym zakresie uczestniczą w rozwoju nowych projektów. Ich doświadczenie, zdobywane przy realizacji pierwszych projektów offshore w Polsce, zapewne przełoży się na przyszłe inwestycje, dzięki czemu komponent local content w najbliższym czasie powinien dalej rosnąć. 

„Realnym problemem jest brak rzetelnej debaty na temat zagrożeń dla gospodarki europejskiej wynikających z strukturalnych cech europejskiego systemu gospodarczego. Sprowadzenie debaty do płytkiej dyskusji na temat roli  „local content”, „reindustrializacji”, zbyt drogiej jakoby energii etc. jest bezproduktywne i stoi w sprzeczności z wartościami założycielskimi Unii Europejskiej. Jest to wyłącznie pożywka dla pochylających się udawaną troską nad zagadnieniem rzeszom demagogów z każdej strony sceny politycznej” – Marcin Bartnicki, współwłaściciel P&Q. 

Gdzie realnie jest przestrzeń dla polskich dostawców i wykonawców?

Element local content został pośrednio wpisany do ustawy o promowaniu wytwarzania energii elektrycznej w morskich farmach wiatrowych, gdzie inwestorzy zostali zobowiązani do opisania i raportowania wpływu projektu na polski łańcuch dostaw. Tworząc plany inwestycyjne, mieli oni opisywać przewidywany udział nakładów kierowanych do podmiotów z siedzibą lub oddziałem w Polsce, liczbę miejsc pracy tworzonych w Polsce czy wykorzystanie polskich portów. 

Inwestorzy, mimo że nie byli formalnie zobligowani do wybierania polskich podmiotów, w zakresach, w których było to możliwe, podejmowali dialog z polskimi producentami komponentów oraz firmami wykonawczymi. Jednym z przykładów firm aktywnie działających w obszarze rozwoju morskiej energetyki wiatrowej jest Enprom, który bierze udział w rozwoju projektu Baltic Power oraz projektów Bałtyk 2 i Bałtyk 3. 

Zwiększenie udziału rodzimych firm w inwestycjach OZE to dla polskiej gospodarki szansa na realny wzrost PKB i bezpieczeństwo energetyczne. ONDE podkreśla, że lokalni partnerzy gwarantują stabilność łańcuchów dostaw oraz najwyższą jakość inżynieryjną, która już teraz pozwala polskim firmom skutecznie konkurować na rynkach zagranicznych, m.in. w Niemczech czy Rumunii. Aby jednak w pełni wykorzystać ten potencjał, niezbędne są zmiany systemowe na wzór unijny oraz reforma szkolnictwa zawodowego, która pomoże zasypać lukę kadrową szacowaną na 40 tysięcy etatów w samym sektorze zielonej energii. Silny „local content” to jedyna droga, by polska transformacja budowała krajowy przemysł zamiast uzależniać go od importu.” – zaznacza Paweł Przybylski, Prezes Zarządu ONDE S.A. 

Innym przykładem przedsiębiorstwa budującego z sukcesem pozycję rynkową jest P&Q, obecne zarówno w sektorze wind-onshore (buduje w konsorcjum z ONDE największą polska farmę wiatrową), wind-onshore (realizuje projekt BC-Wind), PV (na zaawansowanym etapie realizacji jest największa polska farma fotowoltaiczna Brzezinka o mocy ponad 300 MW) jak i magazynowym (dwa magazyny o mocy 200 MWx4h budowane przez P&Q wkrótce wchodzą w fazę komercyjnej eksploatacji). Ponadto jest jednym z większych polskich eksporterów budownictwa, budując między innymi farmy fotowoltaiczne na Łotwie o łącznej mocy ponad 200 MW).

Ponadto w Szczecinie produkowane są między innymi gondole i piasty do morskich turbin wiatrowych, które zostaną wykorzystane m.in. przy projekcie Baltic Power. W Gdańsku produkowane są z kolei wieże do morskich turbin wiatrowych. Elementy przejściowe dla morskich turbin wiatrowych, montowane pomiędzy fundamentem a wieżą turbiny, również są produkowane w Polsce. Kolejnym elementem wytwarzanym w Polsce są konstrukcje stalowe dla morskich stacji elektroenergetycznych, wyprodukowane przez Baltic Industrial Group – powstały one w zakładach zlokalizowanych w Gdyni oraz Gdańsku. 

W sektorze morskiej energetyki wiatrowej istnieje bardzo duży potencjał dla dalszego rozwoju krajowego łańcucha dostaw. Podobnie wygląda sytuacja w energetyce jądrowej oraz w obszarze rozbudowy infrastruktury energetycznej. Polskie firmy dysponują dużym potencjałem, który może mieć realny wpływ na rozwój naszej gospodarki – zarówno w przypadku firm wykonawczych, jak i produkcyjnych. 

„Dla polskich firm kluczem do trwałej obecności np. w sektorze offshore jest przewidywalność. To ona pozwala nam z pełnym przekonaniem inwestować w kadry czy specjalistyczny sprzęt. Tak budujemy realną wartość w branży, która staje się właśnie kołem zamachowym polskiej gospodarki. Budowa silnego local content pozwoli krajowym wykonawcom świadczyć usługi także poza polskim Bałtykiem, stając się rozpoznawalnym ogniwem łańcucha dostaw offshore obok innych europejskich liderów. Potencjalnie największym zagrożeniem dla rozwoju tak strategicznego obszaru jest traktowanie ceny jako jedynego kryterium wyboru wykonawców. W sektorze budownictwa elektroenergetycznego takie podejście doprowadziło do osłabienia krajowego potencjału” – podkreśla Mariusz Targowski, prezes Enprom sp. z o.o.

Polskie firmy, pomimo swojego doświadczenia, często napotykają jednak wiele problemów. W przypadku współpracy z zagranicznymi podmiotami rozwijającymi projekty w Polsce główne ograniczenia to brak lub niewystarczająca liczba referencji. Z uwagi na rozwój polskiej gospodarki i transformację energetyczną polskie podmioty wciąż są na etapie budowania swojego portfela kompetencji. W niektórych przypadkach inwestorzy ogłaszający przetargi umieszczają w nich wymagania, których polskie podmioty na dziś nie są w stanie spełnić, co wyklucza je z dalszego udziału w postępowaniu przetargowym. 

Prace zespołu MAP i walka o definicję

Ministerstwo Aktywów Państwowych od miesięcy pracuje nad ujednoliceniem i wdrożeniem definicji local content. Jak wskazują doniesienia rynkowe i zapowiedzi, wypracowanie spójnych ram jest niezwykle trudne, jednak ogólna koncepcja tej definicji ma zostać już niedługo oficjalnie ogłoszona. 

Nowa, zapowiadana definicja MAP ma opierać się na realnej wartości dodanej, która pozwoli wzmocnić udział polskich firm w nadchodzących inwestycjach infrastrukturalnych. 

Wymogi to nie wszystko. Potrzeba ekosystemu

Nawet najbardziej restrykcyjne wymogi prawne dotyczące local content pozostaną martwą literą, jeśli krajowy przemysł nie będzie w stanie ich spełnić. Samo narzucenie udziału polskich firm skończy się jedynie opóźnieniami projektów. 

Abyśmy mogli mówić o realnym rozwoju local content w Polsce, potrzebujemy ekosystemu, który będzie integrował różne gałęzie krajowej gospodarki, tak aby realizacja inwestycji z udziałem polskich podmiotów nie pozostała wyłącznie zapisem na papierze. Do osiągnięcia tego celu potrzebujemy m.in. integracji polskiego przemysłu, aktywnej roli polskich instytucji finansowych oraz ścisłej współpracy pomiędzy przemysłem a nauką, a co za tym idzie – kształcenia nowych kadr, które będą odpowiadały za rozwój local content. 

Zaproszenie do debaty

Tematyka ta – od analizy barier w modelu EPC po implikacje nowej definicji MAP – będzie osią dyskusji podczas nadchodzącego V Kongresu Energetyki Przyszłości. Zapraszamy prezesów firm, dyrektorów operacyjnych, inwestorów oraz przedstawicieli administracji do otwartej, także trudnej, debaty na ten temat. Musimy przestać mówić o local content w kategoriach pobożnych życzeń, a zacząć operować liczbami i twardymi narzędziami biznesowymi.